Właściciele tego obrazu ginęli w tajemniczych pożarach. "Płaczący chłopiec" jest przeklęty?

Czy obraz może być nawiedzony? Wielu sceptyków na takie pytanie wybuchnie śmiechem, jednak tym, którzy zetknęli się z portretem płaczącego chłopca, nie było tak wesoło. Tajemniczy malunek ściągał na właścicieli śmierć i był powiązany z serią niewyjaśnionych pożarów w Wielkiej Brytanii.
fot. Shutterstock

"Płaczący chłopiec"

Portret zapłakanego chłopca nie ma potwierdzonego pochodzenia. Istnieje dość mroczna teoria na temat tego, skąd wziął się obraz. Pierwsza sugeruje, że autorem malunku jest Franchot Seville z Hiszpanii. Pewnego dnia artysta znalazł na ulicy chłopca, który nazywał się Don Bonillo. Był sierotą, ponieważ jego rodzice zginęli w pożarze. Malarz ulitował się nad dzieckiem i przygarnął go, aż niedługo malec stał się bohaterem jednego z portretów. W końcu doszło jednak do tragedii – cała pracownia spłonęła, a Franchot Seville uznał Don Bonillo za winnego tej sytuacji, po czym wygnał chłopca na ulicę. Malarz miał po czasie z przerażeniem odkryć, że jedynie portret płaczącego dziecka ocalał z ognia.

Przeklęty obraz?

Obraz zapłakanego chłopca szczególnie spodobał się społeczności brytyjskiej, a samo dzieło doczekało się wielu kopii, które następnie trafiły do wielbicieli sztuki. W Londynie w 1985 roku doszło do serii niewyjaśnionych pożarów, które połączył jeden, upiorny szczegół – we wszystkich domach strawionych przez ogień znajdowano nienaruszony egzemplarz "Płaczącego chłopca". Mówił o tym jeden ze strażaków, Alan Wilkinson. Brał on udział w wielu akcjach gaśniczych i kilkukrotnie widywał na miejscu zdarzenia właśnie ten obraz. Nie trzeba było długo czekać – ludzie zaczęli rozpowiadać między sobą historię o tym, że dusza Don Bonilla jest uwięziona w portrecie i sprowadza na właścicieli dzieła to samo nieszczęście, którego za swojego życia doświadczyło dziecko.

Incydent w redakcji "The Sun"

"The Sun" to tylko jedno z niewielu mediów, które na bieżąco opisywało historie na temat przeklętego obrazu. Redakcja wpadła na pomysł zorganizowania wydarzenia na Halloween, gdzie każdy mógł przyjść z własną kopią "Płaczącego chłopca". Następnie wszyscy rytualnie palili malunki w ognisku. Doszło jednak do tajemniczego incydentu. Jeden z dziennikarzy wcześniej powiesił w budynku obraz, jednak przesądny naczelny kazał natychmiast zdjąć go ze ściany. Niedługo później dom tego szefa spłonął.

Czy "Płaczący chłopiec" faktycznie jest przeklęty? Niewątpliwie jego historia to jedna z miejskich legend, czyli opowieści podobnych do naszej rodzimej czarnej wołgi – samochodu, do którego porywacze wciągali małe dzieci. Sprawą obrazu zajmowali się eksperci, którzy analizowali dzieło pod kątem chemicznym. Potwierdzili, że malunek został dobrze zakonserwowany i zaimpregnowany, co miało ochronić go przed płomieniami. Nawet sam fakt upadku obrazu frontem do podłogi miał sprawić, że wyszedł z pożaru nienaruszony.

Uważacie, że seria pożarów związana z "Płaczącym chłopcem" to dzieło przypadku czy prawdziwa klątwa?

Zobacz także
Oto 5 nawiedzonych miejsc w Polsce. Odważysz się tam pójść?
Nawiedzone domy, zamki, szpitale. Takie historie dobrze znamy z filmów czy strasznych historii przy ognisku. W rzeczywistości takie miejsca istnieją naprawdę, a ci, którzy mieszkają nieopodal, zdają się traktować opowieści zupełnie poważnie.

Czytaj dalej: