To dlatego nasi przodkowie malowali domy na niebiesko. To nie był przypadek, a jasny komunikat

Przemierzając polskie wsie w poszukiwaniu śladów przeszłości, czasem można jeszcze natknąć się na drewniane chałupy z błękitnymi ścianami lub jaskrawoniebieskimi framugami okien. Dzisiejsi turyści zachwycają się ich malowniczością, traktując to jako czystą estetykę. Tymczasem dla dawnej społeczności wiejskiej ten kolor nie miał nic wspólnego z dekoracją. Był to bardzo konkretny, zakodowany komunikat.
chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
To dlatego nasi przodkowie malowali domy na niebiesko, fot. Shutterstock

Dlaczego dawniej domy malowano na niebiesko?

W tradycyjnej polskiej kulturze moment, w którym dziewczyna i chłopiec osiągali dojrzałość, był wydarzeniem wagi państwowej dla całej wsi. Wszyscy musieli się dowiedzieć, że w danym gospodarstwie mieszka panna na wydaniu lub kawaler do wzięcia. Ponieważ nie było internetu ani gazet matrymonialnych, nasi przodkowie musieli wysyłać w przestrzeń publiczną bardzo czytelne sygnały. Metody różniły się w zależności od regionu. W Polsce południowej i wschodniej stosowano najbardziej spektakularną z nich – okiennice, płoty, drzwi, a nawet całe ściany chałup malowano na niebiesko (lub pokrywano charakterystycznymi białymi plamkami). Czasem dodatkowo ochlapywano szyby wapnem. Dla przechodzących obok sąsiadów czy przybyszów z sąsiedniej wsi błękitna ściana była jasnym komunikatem: tutaj mieszka panna lub kawaler gotowi do małżeństwa.

fot. Shutterstock

Dlaczego akurat kolor niebieski?

Wybór tej barwy w obrzędach matrymonialnych nie był przypadkowy. Niebieski od wieków symbolizował panieństwo i czystość, będąc barwą przypisaną kobiecości oraz kultowi maryjnemu.
Zależność tę było widać od pierwszych dni życia człowieka. W wielu regionach kraju becik dziewczynki przewiązywano błękitną wstążką (co ciekawe, różowy kolor był wówczas przypisany chłopcom – jako łagodniejsza wersja „męskiej”, wojennej czerwieni). Niebieska chałupa była więc bezpośrednim przedłużeniem tej symboliki.

Gałązki, piasek i wieńce, czyli inne kody matrymonialne

Malowanie ścian nie było jedynym sposobem na ogłoszenie światu matrymonialnego statusu córki. W innych zakątkach Polski stosowano alternatywne, równie pomysłowe rozwiązania:

• Przed chałupą wieszano na wysokim drągu wieniec – powszechny symbol panieństwa.
• U wejścia do zagrody stawiano młode, zielone drzewka.
• Dróżkę prowadzącą od furtki prosto do drzwi domu wysypywano białym piaskiem, tworząc wyraźny szlak dla potencjalnych swatów.

Wszystkie te gesty informowały, że dom jest otwarty na negocjacje ślubne.

ZOBACZ: Mieli ich pod dostatkiem, ale nigdy nie jedli. To był towar luksusowy na polskiej wsi

Liczyło się powodzenie. Jak mierzono „wzięcie” panny?

Na Kaszubach, w Małopolsce, Wielkopolsce czy na Podhalu symbole mogły się różnić, ale cel zawsze był ten sam. Cała społeczność bacznie obserwowała, jakim zainteresowaniem cieszy się dana dziewczyna i jak radzi sobie chłopak szukający żony. Najlepszym papierkiem lakmusowym popularności były tradycyjne święta. Panna, którą w lany poniedziałek zlano wodą od stóp do głów, a w dzień św. Szczepana szczodrze obrzucono owsem, miała powody do dumy. Im bardziej była przemoczona, tym większym „wzięciem” cieszyła się w okolicy. Dla rodziny był to jasny znak, że wkrótce w domostwie mogą pojawić się pierwsi swaci.

Co oznaczały te zwyczaje?

Choć wiele z tych tradycji może wydawać się dziś archaicznych, stanowiły one istotny element życia społecznego w dawnych czasach. Były sposobem na integrację społeczności, a także na podtrzymywanie więzi międzyludzkich.  Nie były tylko pustym rytuałem – budowały strukturę wsi, ułatwiały integrację i pomagały w naturalny sposób podtrzymywać relacje.

CZYTAJ: Sekrety antykoncepcji na dawnej wsi. Tak nasze prababki chroniły się przed niechcianą ciążą


* Na podstawie fragmentów książki „Encyklopedia tradycji polskich”, Renata Hryń-Kuśmierek, Zuzanna Śliwa

Czytaj dalej: