Obrus, który nie płonął po wrzuceniu do ognia, był hitem królewskich uczt. Prawda o tej sztuczce zaskakuje do dziś

Podczas średniowiecznych uczt nie brakowało wystawnych potraw, kosztownych tkanin i pokazów, które miały podkreślać potęgę gospodarza. Jeden z trików Karola Wielkiego musiał robić szczególne wrażenie: władca wrzucał swój obrus do ognia, a po chwili wyciągał go w dobrym stanie bez śaldów jedzenia. Za niezwykłym widowiskiem nie stały jednak czary, lecz materiał, którego właściwości i zagrożenia poznano znacznie później.
Średniowieczna jadalnia, źródło: Shutterstock
  • Karol Wielki podczas średniowiecznych uczt prezentował trik polegający na wrzuceniu do ognia swojego kosztownego obrusu, który mimo to nie ulegał zniszczeniu, co wywoływało wrażenie magicznego widowiska.
  • Sekret tego efektu tkwił w użyciu azbestu – naturalnego minerału o wyjątkowej odporności na wysokie temperatury, który nie palił się jak tradycyjne tkaniny.
  • Azbest, choć dawniej ceniony za trwałość i odporność, okazał się niebezpieczny dla zdrowia, powodując choroby układu oddechowego i nowotwory, co doprowadziło do jego ograniczenia i zakazu stosowania we współczesnych przepisach.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Goście myśleli, że widzą magię

Kit Chapman w książce „Epoka alchemii. Jak magia stała się nauką?” opisuje niezwykły trik, którym Karol Wielki miał popisywać się podczas wystawnych uczt. Władca Franków i późniejszy cesarz organizował bankiety nie tylko po to, by podejmować dostojników. Były one także sposobem na budowanie sojuszy, zdobywanie przychylności możnych i demonstrowanie własnego bogactwa. W średniowieczu odpowiednio przygotowane widowisko mogło działać na wyobraźnię równie skutecznie jak polityczna deklaracja.

Podczas taki uczt [Karol Wielki] podejmował dostojnych gości, serwując jadło na swoim ulubionym obrusie – pięknym, ręcznie tkanym, mieniącym się srebrzystobiałymi włóknami. Kiedy wszyscy skończyli jeść, Karol podnosił obrus za rogi, zawijając w niego resztki jedzenia i podchodził z nim do kominka. Następnie ciskał tę niewątpliwie kosztowną tkaninę – wartą więcej, niż wynosiły roczne dochody większości zgromadzonych – w płomienie. Tłum patrzył, jak jarzy się jaskrawoczerwonym blaskiem. A jednak jakimś cudem nie płonęła. Kiedy już cesarz nacieszył oczy tym widokiem, kazał wyciągnąć z ognia obrus, cudownie nienaruszony i bez śladów pozostałości po uczcie. Średniowiecznym feudałom (…) zdawało się to magią.

Dla uczestników uczty musiał być to widok trudny do wyjaśnienia. Kosztowna tkanina trafiała w ogień, rozżarzała się, a mimo to nie zamieniała się w popiół. W czasach, gdy wiedza o właściwościach minerałów była ograniczona, taki pokaz mógł uchodzić za dowód niezwykłych zdolności władcy. Karol Wielki nie musiał jednak znać praw chemii, by skutecznie wykorzystać efekt zaskoczenia. Wystarczyło, że korzystał z podpowiedzi ówczesnych alchemików.

Czytaj: Człowiek, który sikał złotem. Chciał stworzyć kamień filozoficzny, odkrył pierwiastek

Sekret niezwykłego obrusa

Za trik odpowiadał azbest — naturalny minerał, który przez wieki wykorzystywano między innymi do produkcji materiałów odpornych na działanie ognia. W przeciwieństwie do zwykłych tkanin azbestowy materiał nie był wykonany z włókien roślinnych ani zwierzęcych. Tworzyły go długie, cienkie kryształy zbudowane z krzemianów. 

Wysoka odporność na temperaturę sprawiała, że azbest nie zachowywał się w ogniu tak jak len, bawełna czy wełna. Nie oznaczało to jednak, że był całkowicie niezniszczalny. Przy odpowiednio wysokiej temperaturze jego części mogły się topić i odparowywać. Z perspektywy obserwatorów najważniejsze było jednak to, że obrus nie zajmował się płomieniem i po pokazie nadal przypominał kosztowną tkaninę.

Azbest w ogniu wyglądał jak cud. Dziś wiadomo, że jest groźny dla zdrowia

Właściwości azbestu przez długi czas uznawano za wyjątkowo praktyczne. Materiał był odporny nie tylko na ogień, lecz także na działanie wielu czynników chemicznych i zużycie. Z tego powodu stosowano go w budownictwie, przemyśle, izolacji, a nawet w elementach samochodowych. To, co dla dawnych ludzi było niemal magiczną odpornością, w późniejszych epokach stało się argumentem za szerokim wykorzystaniem minerału.

Z czasem okazało się, że niezwykła trwałość azbestu ma również bardzo ciemną stronę. Jego włókna mogą rozpadać się na mikroskopijne fragmenty, które unoszą się w powietrzu i przedostają do układu oddechowego. Organizm ma trudności z ich usunięciem. W płucach mogą powodować przewlekłe podrażnienia, stany zapalne i bliznowacenie tkanek. Kontakt z azbestem wiąże się także z ryzykiem rozwoju poważnych chorób, w tym nowotworów. Współczesna wiedza medyczna i przepisy bezpieczeństwa doprowadziły do ograniczenia, a w wielu państwach także zakazu jego stosowania.

Zobacz: „Do 2030 r. o jedną piątą wzrośnie liczba chorych na nowotwory głowy i szyi”. Nie ignoruj tych objawów


Dr Kit Chapman to wielokrotnie nagradzany dziennikarz naukowy, podróżnik i wykładowca akademicki na Uniwersytecie w Falmouth. W przeszłości pracował jako redaktor w czasopiśmie „Chemistry World”, a jego artykuły ukazywały się m.in. w „Nature”, „New Scientist”, „The Daily Telegraph”, „Chemist+Druggist” oraz „BBC Science Focus”. Uzyskał tytuł doktora w dziedzinie historii nauk. Odwiedził ponad sto krajów, w których poszukiwał niezwykłych historii o chemii. Historia zawarta w artykule pochodzi z jego najnowszej książki wydanej w Polsce przez wydawnictwo Znak: „Epoka alchemii. Jak magia stała się nauką?”.

Źródło cytatu: Starożytna wiedza [w:] „Epoka alchemii. Jak magia stała się nauką?”

chcesz widzieć więcej artykułów od RMF FM? dodaj w Google
Czytaj dalej: