„Mniej obcy”: film o Janie Borysewiczu na Netflixie
Kristoffer Rus, twórca serii „Za duży na bajki”, postanowił zająć się legendą polskiej muzyki. Polsko-szwedzki reżyser nakręcił film o Janie Borysewiczu – multiinstrumentaliście, ale przede wszystkim gitarzyście i współzałożycielu grupy Lady Pank.
Fabuła produkcji „Mniej obcy” śledzi losy niepokornego gitarzysty, którego pasja do muzyki i niezłomność w podążaniu za marzeniami prowadzi prosto na szczyt polskiej sceny rockowej. Sukces niesie jednak ze sobą wysoki koszt: rodzinne tragedie, osobiste upadki, konflikty z władzą oraz balansowanie na cienkiej granicy między artystycznym geniuszem a autodestrukcją.
Choć osią narracji filmu są losy lidera Lady Pank, „Mniej obcy” to coś więcej niż klasyczna biografia muzyczna. To historia człowieka, który spełnia swoje największe marzenie, by wkrótce przekonać się, jak wysoką cenę trzeba czasem za nie zapłacić. Na tle schyłkowego PRL-u opowiadamy o muzyku, dla którego rock ’n roll był czymś więcej niż rozrywką – był wolnością, buntem i szansą na życie według własnych zasad – mówił Rus.
Post on Instagram
Widzowie oceniają film o Lady Pank
7 października obraz ukazał się w dystrybucji Netflixa i przyciągnął przed ekrany tłumy Polaków. Po niecałym tygodniu na Filmwebie uzbierał niemalże 6 tysięcy ocen użytkowników, które przełożyły się na średnią 6,4 w dziesięciogwiazdkowej skali. Czy jest to wybitna ocena? Raczej niekoniecznie. Internauci, których całość nie porwała, swój zawód argumentują tym, że produkcja jest powierzchowna i brakuje w niej głębi. Powtarzają się też głosy mówiące, że całość prezentuje się bardzo „netflixowo”, co w tym wypadku nie jest zaletą.
Moje fanowskie serce krwawi. Odpalcie sobie dowolny wywiad z Jankiem Borysewiczem, a znajdziecie tam więcej głębi, treści i serca niż w całym tym filmie. Powierzchowny i generyczny biopic, niegodny najwybitniejszego gitarzysty rockowego polskiej sceny muzycznej.
Chciałbym naprawdę zrozumieć, jaki był zamysł na tę produkcję, ale po prostu nie mogę.
Wyszło powierzchownie, bez większego pomysłu na wykorzystanie potencjału postaci.
To chyba najgorszy taki biograficzny dokument, jaki widziałam. Tak w ogóle nie było ani jednej pauzy, cały czas coś się dzieje, jakby chcieli zrobić streszczenie jego całego życia w tak krótkim czasie, do tego ta narracja, która wywoływała na mym ciele ciary żenady.
Post on Instagram
Nie można jednak powiedzieć, że zadowolonych oglądających w ogóle nie ma. Są użytkownicy, którzy wystawili 9, nawet 10 gwiazdek, a argumentują to tym, że film świetnie się ogląda i dzięki niemu można poznać życie Borysewicza. Chwalony jest też debiutujący Mikołaj Bukrewicz, który zagrał główną rolę. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w niektórych przypadkach przyczyną jest sentyment do zespołu, a nie warsztat Kristoffera Rusa.
Dla mnie podróż sentymentalna. Uwielbiam Lady Pank i byłem na ich koncercie jako dzieciak w Lubinie – pisze internauta, który ocenił obraz na 10 gwiazdek.
- Zdobywczyni Oscara w nowym thrillerze Netflixa. Wraca do miasta, by odnaleźć zaginioną siostrzenicę
- Pierwsza główna rola Audrey Hepburn od razu przyniosła jej Oscara. Ten film do dziś zachwyca
- Ten film jutro trafi do kin, ale twórcy muszą szykować się na pozew? Burza wokół nowej produkcji z Robertem Pattinsonem
- Zdobył aż 7 Oscarów, w tym za najlepszy film. „To absolutny majstersztyk”
- To będzie najchętniej oglądany polski tytuł dzisiejszego wieczoru. Polacy masowo włączą ten nowy hit


